Dzień drugi - Karbala

Tata który próbował być Mamą - dzień drugi.


Amerykanie mają wszystko. Mają też super samoloty i latające samoloty cysterny a więc w dalekich operacjach mogą tankować w powietrzu. Jeśli spytacie pilota takiej latającej cysterny o wrażenia z podniebnego tankowania powie Wam krótko: "to jak wpychanie rozgotowanego spaghetti w dupę rozbrykanemu tygrysowi".

Chwila po porannej toalecie.

Rozumiem ich ocenę sytuacji coraz lepiej.

Moje drogie dzieci, po lekko zarwanym wieczorze (przestrzeganie godzin spania, coś ktoś o tym słyszał?), zgotowały mi rano małą bitwę o city hall w Karbali (w sumie motaliśmy się też i w holu). Przetrwałem. Stan osobowy nadal się zgadza.
Nerwy tylko lekko ruszone (córcia: "Nie krzycz mi do ucha! Zostaw mnie - chcę spać! Płatki zimne! Co ty mi dałeś! Nie kochasz mnie!). A to dopiero początek - popołudniem zajęcia na basenie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz